RSS
poniedziałek, 06 lutego 2017

Zima trzyma. Piec grzeje, wszystko, co żyje, garnie się do ciepełka. Najbardziej ciepłolubny jest, naturalnie, Dziedzic Kurnika, więc zawsze pilnuje się, żeby miał ciepłe łapy. A reszta sobie jakoś radzi.

Koty nadal nie zdradzają instynktu opiekuńczego wobec Dziedzica. Owszem, Behemoś podejdzie, powącha, ale gdy dzieciak wyda jakikolwiek dźwięk, kota nie ma. Nieco więcej zainteresowania zdradza Niutka, bo czasem nawet siądzie przed maluchem i popatrzy, ale żeby się tulić? Żeby mruczeć? To nie. Owszem, czasem wejdzie do łóżeczka, ale musi ono być puste. Behemoś nawet tego już nie robi. Cóż, trudno. Nie można mieć wszystkiego. Pomimo braku kociej opieki Dziedzic rośnie, rozsyła uśmiechy i w ogóle, proszę Państwa, jest najlepszy. Bo jest :-).

Mimo udawanej obojętności, Behemoś w jakiś sposób przeżywa pojawienie się nowego członka rodziny. Na parapecie w sypialni Personel i Spadnięte Niebo ułożyli gromadę pluszaków. Personel wybrał się kiedyś na spacer z Potomkiem, a po powrocie zastał maskotkowego kota zniesionego na dół. Sytuacja powtórzyła się kilka razy, w końcu kot został na dole. Personel nie wierzył, jak to się odbywa, do momentu, kiedy zobaczył Kota Behemota z pluszowym pieskiem w zębach. Widocznie uznał, że trzeba go wyprowadzić na spacer. Zaznaczam uprzejmie, że Kot Behemot ogranicza się wyłącznie do znoszenia pluszaków. Po dostarczeniu zabawki na dół idzie się pożywić. 

Jedni się rodzą, inni odchodzą, a przynajmniej się starzeją. Zacny kogut Gerwazy dobija już do piątego roku życia i zaczął przegrywać z młodym kogutem. Doszło do tego, że wredny młokos wywalił nieszczęsnego Gerwazego na mróz, gdzie tenże stał smutny i pokonany. Spadnięte Niebo czym prędzej zapakowało Gerwazego do kuratorium (czyli do kurzego sanatorium), do towarzystwa dało mu żonę Izoldę i kurę Brahmę, która z niewiadomych przyczyn zaczęła kuleć. Jak wiadomo, życie sanatoryjne obfituje w rozrywki, Izolda zaczęła znosić jaja, Gerwazy śpiewa, a i kurze się polepszyło.

Doszło jeszcze do jednego istotnego wydarzenia. Swego czasu Personel zrealizował swe marzenie i zakupił dwie kurki brahmy - największą kurzą rasę na świecie. Kurki rosły, jak pamiętacie, jedna miała przygody z dysplazją, rosły, rosły... Aż okazało się, że jedna z nich jest kogutem. I to kogutem rozmiaru indyka, mówiącym KUR KUR KUR aksamitnym basem i dobierającym się do innych kur. Może to właśnie jego zapędy spowodowały okulawienie biednej kury. Na razie odchwyca się w kuratorium, z wiosną może uzyskamy jajka?...

A co do jajek, to pewien ładunek został umieszczony w inkubatorze i w tym tygodniu oczekujemy narodzin. Jakby mało było pilnowania dzieci po nocach!

 

11:58, amelia007
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 grudnia 2016

Nawet najdłuższe wysiadywanie kiedyś musi dobiec końca i przychodzi czas wykluwania. No i tuż przed Bożym Narodzeniem wykluł się Dziedzic Kurnika i Przyszły Pogromca Kotów, niewielki rozmiarem, za to z osobowością godną największych. I tak świat stanął na głowie, ale Personel i Spadnięte Niebo dzielnie dają odpór rzeczywistości i nie ulegając pieluchowemu zapaleniu mózgu, zajmują się tym, co najważniejsze.

Najważniejsze zaś jest ciężko obrażone, a przynajmniej było do niedawna. Owszem, najważniejsze spało w łóżeczku (bo po co stawia się dodatkowe legowiska, jak nie dla Kierownictwa?), wylegiwało na stosach świeżo upranych wykwintnych garniturów w parowoziki oraz kochało Personel. Wszystko zmieniło się, kiedy Dziedzic Kurnika przybył na ojcowiznę. Przez pierwsze dni Behemoś i Niuta obserwowali rzeczywistość olbrzymimi oczami i nie chcieli rozmawiać ze swoimi ludźmi. Opuścili całkowicie piętro, na którym znajduje się apartament Dziedzica i zamieszkali w salonie. Behemoś nawet potraktował Personel zębami - ot, delikatnie, ostrzegawczo, żeby Personel nie myślał, że takimi śmierdzącymi łapami może bezkarnie głaskać Kota. Koty dwa zawiązały nawet swego rodzaju sojusz - na co dzień fuczące i prychające na siebie, przez jeden dzień wymieniały porozumiewawcze spojrzenie talerzykowatych oczu i nieprzychylnie, z bezpiecznej odległości obserwowały podejrzany tłumoczek. Dopiero czwartego dnia Behemoś raczył wybaczyć swojemu Personelowi i zajął wygodne miejsce na jego piersi. Nie dość na tym - ośmielił się nawet ugnieść tłumoczek, ale kiedy tenże wydał dźwięk - w pokoju nie było nigdy żadnego Kota.

Niuteczką zaś zajęło się Spadnięte Niebo i chyba ukoiło jej lęki. Jak na razie jednak pluszowa królowa nie zdradza chęci bliższego zapoznania się z Dziedzicem. Cóż - ktoś ze znajomych stwierdził, że koty do dzieci to albo bardzo chętnie, albo wcale. Czas pokaże, jak to będzie w naszym Królestwie.

A tymczasem Czytelników pozdrawiamy ziewaniem. I życzymy wszystkiego dobrego, bo końcu ciągle są Święta!

 

19:07, amelia007
Link Komentarze (3) »
środa, 12 października 2016

Takiej przerwy chyba jeszcze blog nie miał. Wstyd, kwik, poruta i Personel niezorganizowany. A powinien dobry przykład dawać...

Wszystkie stworzenia małe i duże mają się dobrze. Kot Behemot jest miło gruby, jak przystało na jesień. Niuteczka pluszowa, a w dodatku przechodzi modyfikację osobowości - już nie jest taka zalękniona i płochliwa. Nawet ośmiela się odzywać w obecności obcych ludzi! Bo z Personelem i Spadniętym Niebem to gada bez ustanku, oczywiście, pilnując właściwych form. Czyli do Personelu "miach", a do Spadniętego Nieba "miauuauau" - takie lamentujące, oczywiście.

Personel rezyduje obecnie na Włościach. Włości mają tę bezsprzeczną zaletę, że posiadają duży dom i dużo miejsca. A Personel aktualnie dużo miejsca potrzebuje, gdyż pozazdrościł kwokom i pilnie wysiaduje. W przerwach między wysiadywaniem dogląda domu, karmi inwentarz i rozmawia z kurami. Oraz, oczywiście z Borsukiem, gdyż Borsuk jest rozmowny nad wyraz, jak na pewno doskonale pamiętacie.

Kury, jak to kury. Chodzą, grzebią i znoszą jajka. Ich populacja co jakiś czas się zmniejsza, ostatnio opuścił nas kogut Dominik, zatem z wajendotek zostali już tylko Gerwazy z Izoldą, które mają już piąty rok życia. Jak na kury to już zupełnie podeszły wiek. Ale dają radę, zwłaszcza Gerwazy, który ciągle pilnuje porządku na podwórku. Dorósł bowiem kogut zwykły od niosek, ale jak na razie nie ma żadnych głupich pomysłów. Może dlatego, że nieustannie pilnuje go kogut miniaturka. Co biedny Cirek spróbuje zapiać, maluch dogania go i pędzi po całym podwórku. Dzięki temu na razie nie mamy w menu rosołu z kurczaka zagrodowego. Po prostu nie daje nam pretekstu, skubany...

Najnowsze nabytki, brahmy Brahma i Putra przestały się już bać całego świata i królują na podwórku. Zwłaszcza kura biała, którą Spadnięte Niebo wyleczyło z dysplazji. Biednemu kurczakowi wypadały nogi ze stawów, chodził na kuprze i generalnie był na dobrej drodze do garnka. Nogi zostały zatem zabandażowane na sztywno w biodrach, kura się odchwyciła i, urósłszy wydatnie, zaczęła rządzić na podwórku. Jej srebrzysta siostra jest troszkę bardziej wycofana, ale też daje sobie radę.

Tak to w skrócie wygląda. Może teraz wpisy będą pojawiać się częściej, skoro Personel stał się bardziej osiadły? Pozostaje nie tracić nadziei.

 

13:57, amelia007
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 20 czerwca 2016

Przez ten cały czas od ostatniego wpisu działo się wiele. Spróbujemy to pokrótce opisać.

Kurczaki wyklute w mieście wywieziono na wieś, niestety, nie wszystkie okazały się być w formie, więc aktualnie towarzystwo zmniejszyło się do jakiegoś tuzina. Zaprzyjaźniony weterynarz zasugerował możliwe przyczyny zgonów, dał lekarstwo i życzył zdrowia. Ku radości Personelu uchował się kurczaczek czubatek - jest prześmieszny, w biało-czarne cętki, no i ten rosnący irokez... Oby lekarstwo pomogło.

Przybyły też dwie rasowe kurki - Brahma i Putra. Personel i Spadnięte Niebo, maniakalni miłośnicy wystaw rolniczych i tym razem nie mogli przejść obojętnie. Obejrzawszy dokładnie prezentowany drób dokonali wyboru i przyjęli do kurnika dwie kurki rasy brahma. Kura taka, proszę Państwa, dorasta do 5 kg. Kilkunastotygodniowe kurczaczki są już wielkości normalnej kury, więc ich "ćwir, ćwir" brzmi pociesznie. Kurki są miłe, uwielbiają być na rączkach i dają się głaskać. No i mają piękne pantalony. O, proszę:

 

Oprócz tego, ku radości wszystkich, do gniazda w kurniku wróciły jaskółki. Wysiadywanie jajek trwało w najlepsze, niestety, wszystko przekreślił okrutny pazur losu. Personel, idąc odwiedzić kury wieczorową porą, zerknął z przyzwyczajenia na belkę stropową... A tam gniazdka ani śladu! Analiza śladów wykazała, że bez wątpienia sprawcą zbrodni był kot. Kotów trochę chodzi, więc żadnego nie można oskarżyć na 100%, na wszelki wypadek  uczucia  do Borsuka zostały umieszczone czasowo w lodówce. Szkoda jaskółeczek, szkoda... Dla zajęcia myśli Personel i Spadnięte Niebo karczują chwastowisko nazywane szumnie warzywnikiem, podziwiają wybujały koperek i generalnie, żyją pełną piersią.

Ciąg dalszy - obiecujemy - nastąpi.

 

 

 

 

 

12:53, amelia007
Link Komentarze (4) »
piątek, 13 maja 2016

Zostaliśmy szczęśliwymi rodzicami dwudziestu puchatych kuleczek. Po paru dniach życia poza skorupką zaczynają przejawiać odrębne charaktery, manifestują siłę lub słabość, a przede wszystkim JEDZĄ. Jedzą i nie mają dosyć.

Koty dwa są zainteresowane niezmiernie, przy okazji kolejnych przeglądów stanu zdrowia i sesji zdjęciowych zajmują miejsca obserwacyjne w pierwszym rzędzie. A Niuteczka zaczęła sypiać na kurczaczym kartonie. Dobra kwoka wie, że dzieci trzeba wysiadywać.

 

15:52, amelia007
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 maja 2016
Jakiś czas temu kuzyn Spadniętego Nieba podarował nam różne ciekawe jajeczka. Mniejsze, większe, niebieskie... Cały ten nabiał troskliwie umieszczono w inkubatorze. Czas biegł, jajka się grzały, aż w końcu, w piątkowy poranek, zaczęły ćwierkać i wystawiać dzioby. Należało je więc kontrolować i polewać wodą, a także poić przez dziurkę. Aż w końcu, późnym wieczorem zaczęło się. Do rana pojawiło się 8 kurczaków (w tym jeden w paski), a 11 jajek ma dzioby. Wszystko ćwierka, a Niuteczka ma bardzo lwi wyraz twarzy. Ale nir bójcie się. Maluchy są szczelnie zamknięte :)
10:14, amelia007
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 kwietnia 2016

Każdy ma prawo się zepsuć. Tym razem zepsuła się Niuteczka.

Zaczęło się od drapania. Niuteczka systematycznie wydrapywała z siebie włosy, aż, biedactwo, rozkrwawiła sobie skórę przy uszach. Spadnięte Niebo wysunęło propozycję, że to może uczulenie na karmę. Karmę zmieniono, a Niuteczka ograniczyła drapanie na tyle, że zagoiły jej się uszki. Drapania i wylizywania się jednak nie zarzuciła, w związku z tym niegdysiejsza Miss Świata przypomina podskubanego kurczaka z gołym brzuchem. Wstyd z takim kotem pokazać się na mieście.

Pojechano zatem do weterynarza. Niuteczka jest kotem wzorcowym i wszystkie zabiegi znosi idealnie. Zniosła więc pobieranie krwi, wyskrobin i ogólne gniecenie Niutki. Badanie krwi niczego szczególnego nie wykazało, jednak coś tam związanego z nerkami okazało się być blisko górnej granicy normy, przebadano również Niutkowe płyny. No i wyszło, że biedactwo ma zapalenie pęcherza i początek syndromu urologicznego. Na pierwsze się bierze tabletki, a na drugie - wraca do karmy, którą poprzednio zmieniono.

Pewnie śmiejecie się na myśl o podawaniu Kotu tabletek. Nic bardziej mylnego. Aby podać Niutce tabletkę należy:

1. wziąć Niutkę

2. otworzyć Niutkę

3. wsadzić tabletkę

4. zamknąć Niutkę

5. ewentualnie dać ciasteczko po wszystkim.

Niutka jest kotem, jaki trafia się raz na milion. A kto zna Pratchetta, wie doskonale, że szanse jedna na milion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.

To jeszcze o pobieraniu płynów. Oba koty idealnie robią to do czystej kuwety - ewentualnie miski - ze szczyptą silikonowego żwirku, żeby można było w czymś pogrzebać. Do przemyślnie przygotowanej dla Niutki miski wszedł Behemoś i, zanim Człowiek się obejrzał, zrobił, co należało. Grzech było nie skorzystać, więc behemosiowe płyny również zostały przebadane, z uwagi na przeszłość urologiczną Kierownika. Na szczęście akurat ten Kot jest zdrowy jak koń (chociaż z takim porównaniem w dzisiejszych czasach należy uważać).

A co u Borsuka? Ano, Borsuk kwitnie, jest kotem nieustannie obecnym przy Spadniętym Niebie, a ponieważ Spadnięte Niebo całą sobotę kopało ziemię pod warzywnik, Borsuk miał swój obiekt westchnień na wyciągnięcie ręki. A wiadomo, że Borsuk długo bez człowieczej ręki nie wytrzyma. Kiedy Spadniętego Nieba i Personelu nie ma na Włościach, Borsuk bezczelnie pcha się do sąsiadów i towarzyszy starszemu panu. Obaj nie kryją zadowolenia z takiego układu.

 

16:15, amelia007
Link Komentarze (6) »
sobota, 02 kwietnia 2016

Blog leży i kwiczy, a przecież tyle życia wokół!

Wiosna, ptaszki ćwierkają, kwiaty wyłażą z ziemi, kocury wrzeszczą "Frau!!! Frauuuuu!" i tylko Borsuk nie wie, o co chodzi. Zresztą, Borsuk nigdy nie wiedział, nawet kiedy jeszcze miał czym myśleć.

Borsuk stał się ostatnio kotem absolutnie domowym. Domowość swoją manifestuje nawet wtedy, kiedy jego Ludzi nie ma na Włościach. Pod ich nieobecność wykonywany jest totalny i generalny remont kuchni. Remont prowadzi wyspecjalizowany sąsiad. Ma klucze, wchodzi w miarę potrzeby i radzi sobie dzielnie. Nie wiedział jednak nasz dzielny pracownik, że jego działanie podlega drobiazgowemu audytowi. A o tym dowiedział się jednocześnie z całą wsią.

Otóż, któregoś spokojnego wieczoru do Spadniętego Nieba zaczęły dzwonić telefony. -"Co się dzieje, u Ciebie alarm wyje, wszędzie słychać". Spadnięte Niebo zadzwoniło więc do sąsiada, sąsiad wyparł się wszystkich manipulacji przy czujkach i poszedł alarm wyłączyć. Nie zdążył wyjść na dobre, a tu znowu raban wielki! Pozostało jedyne logiczne wyjaśnienie. Kot. Oczywiście, sąsiad twardo wypierał się i kota. Spadnięte Niebo było jednak nieustępliwe i kontrola sypialni wykazała pod łóżkiem wielkookiego Borsuka. I wszystko stało się jasne. Kot Borsuk, korzystając z otwartych drzwi, wszedł jak do siebie, obszedł miski, a następnie położył się wygodnie, żeby wszystko przetrawić. Kiedy już się wyspał i postanowił rozprostować nogi, wszedł był - nieszczęsny - prosto w wiązkę promienia. Wystraszył się śmiertelnie i ukrył. Na szczęście, po zlokalizowaniu dał się grzecznie wyprosić z domu.

Koty miastowe mają się również dobrze i wiosennie. Ku radości Personelu Kot Behemot przybrał na wadze. Zasługa tu niemała Dobrej Duszyczki, która inwentarz dokarmiała, kiedy Personel i Spadnięte Niebo świętowali wielkanocnie na dalekich ziemiach Mazowsza. Kot Behemot najwyraźniej uznał, że skoro właściwego Personelu nie ma już całą wieczność, należy najeść się na zapas, bo jutra nie będzie.

Niuteczka zaś, z sercem złamanym nieobecnością Ukochanego pierwsze dni pustki przesiedziała w kanapie, ale ostatniego już nie wytrzymała. Wychodzącą Dobrą Duszyczkę przywołało smętne "miauuuu...", tak smętne, że serce samo kroiło się na plasterki. Dobra Duszyczka wytłumaczyła Niuteczce, że Ukochany wróci niebawem. W terrarium Żółwia biegała w kółko domagając się jedzenia i całe Stworzenie niecierpliwie czekało powrotu właściwych karmicieli. Moment ten nastąpił, bałagan szybko uprzątnięto, a tylko Personel pozostaje w głębokim niesmaku: ledwo co ukorzenione drzewko szczęścia (crassula ovata) zostało precyzyjnie wyjęte z doniczki i do dzisiaj przebywa w miejscu nieznanym. Tajemniczości temu zdarzeniu dodaje fakt, że w doniczce znajdowały się też inne sukulenty, które mają się dobrze. Sprawców do dzisiaj nie wykryto. 

Miach. 

 

18:15, amelia007
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 lutego 2016
Ciszę spokojnego wieczoru przerwał zwielokrotniony dźwięk syren. - O, to pewnie pan prezydent jedzie - zauważył Personel. W istocie, w kolumnie wozów, zmierzających na lotnisko jechał pan prezydent, wracający z obchodów urodzin miasta. Spadnięte Niebo i Personel wylegli na balkon, pana prezydenta odprowadzili wzrokiem aż do zakrętu, po czym wrócili do ciepłego mieszkania. Po chwili Personel odwrócił się w kierunku okna. Za szybą, z durną miną, trząsł się Kot Behemot, który niepostrzeżenie wymknął się na balkon, żeby również pozdrowić pana prezydenta. Wpuszczony do domu długo uspokajał nastroszone futro. Wcale nie jest taki kozak, na jakiego wyglada. He, he.
18:26, amelia007
Link Komentarze (1) »
środa, 03 lutego 2016

Z okazji zbliżających się Walentynek Spadnięte Niebo zrobiło prezent ukochanej kobiecie.

...

Niutka dostała nową obróżkę. Z cyrkoniami.

13:15, amelia007
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40