RSS
poniedziałek, 20 czerwca 2016

Przez ten cały czas od ostatniego wpisu działo się wiele. Spróbujemy to pokrótce opisać.

Kurczaki wyklute w mieście wywieziono na wieś, niestety, nie wszystkie okazały się być w formie, więc aktualnie towarzystwo zmniejszyło się do jakiegoś tuzina. Zaprzyjaźniony weterynarz zasugerował możliwe przyczyny zgonów, dał lekarstwo i życzył zdrowia. Ku radości Personelu uchował się kurczaczek czubatek - jest prześmieszny, w biało-czarne cętki, no i ten rosnący irokez... Oby lekarstwo pomogło.

Przybyły też dwie rasowe kurki - Brahma i Putra. Personel i Spadnięte Niebo, maniakalni miłośnicy wystaw rolniczych i tym razem nie mogli przejść obojętnie. Obejrzawszy dokładnie prezentowany drób dokonali wyboru i przyjęli do kurnika dwie kurki rasy brahma. Kura taka, proszę Państwa, dorasta do 5 kg. Kilkunastotygodniowe kurczaczki są już wielkości normalnej kury, więc ich "ćwir, ćwir" brzmi pociesznie. Kurki są miłe, uwielbiają być na rączkach i dają się głaskać. No i mają piękne pantalony. O, proszę:

 

Oprócz tego, ku radości wszystkich, do gniazda w kurniku wróciły jaskółki. Wysiadywanie jajek trwało w najlepsze, niestety, wszystko przekreślił okrutny pazur losu. Personel, idąc odwiedzić kury wieczorową porą, zerknął z przyzwyczajenia na belkę stropową... A tam gniazdka ani śladu! Analiza śladów wykazała, że bez wątpienia sprawcą zbrodni był kot. Kotów trochę chodzi, więc żadnego nie można oskarżyć na 100%, na wszelki wypadek  uczucia  do Borsuka zostały umieszczone czasowo w lodówce. Szkoda jaskółeczek, szkoda... Dla zajęcia myśli Personel i Spadnięte Niebo karczują chwastowisko nazywane szumnie warzywnikiem, podziwiają wybujały koperek i generalnie, żyją pełną piersią.

Ciąg dalszy - obiecujemy - nastąpi.

 

 

 

 

 

12:53, amelia007
Link Komentarze (4) »
piątek, 13 maja 2016

Zostaliśmy szczęśliwymi rodzicami dwudziestu puchatych kuleczek. Po paru dniach życia poza skorupką zaczynają przejawiać odrębne charaktery, manifestują siłę lub słabość, a przede wszystkim JEDZĄ. Jedzą i nie mają dosyć.

Koty dwa są zainteresowane niezmiernie, przy okazji kolejnych przeglądów stanu zdrowia i sesji zdjęciowych zajmują miejsca obserwacyjne w pierwszym rzędzie. A Niuteczka zaczęła sypiać na kurczaczym kartonie. Dobra kwoka wie, że dzieci trzeba wysiadywać.

 

15:52, amelia007
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 maja 2016
Jakiś czas temu kuzyn Spadniętego Nieba podarował nam różne ciekawe jajeczka. Mniejsze, większe, niebieskie... Cały ten nabiał troskliwie umieszczono w inkubatorze. Czas biegł, jajka się grzały, aż w końcu, w piątkowy poranek, zaczęły ćwierkać i wystawiać dzioby. Należało je więc kontrolować i polewać wodą, a także poić przez dziurkę. Aż w końcu, późnym wieczorem zaczęło się. Do rana pojawiło się 8 kurczaków (w tym jeden w paski), a 11 jajek ma dzioby. Wszystko ćwierka, a Niuteczka ma bardzo lwi wyraz twarzy. Ale nir bójcie się. Maluchy są szczelnie zamknięte :)
10:14, amelia007
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 kwietnia 2016

Każdy ma prawo się zepsuć. Tym razem zepsuła się Niuteczka.

Zaczęło się od drapania. Niuteczka systematycznie wydrapywała z siebie włosy, aż, biedactwo, rozkrwawiła sobie skórę przy uszach. Spadnięte Niebo wysunęło propozycję, że to może uczulenie na karmę. Karmę zmieniono, a Niuteczka ograniczyła drapanie na tyle, że zagoiły jej się uszki. Drapania i wylizywania się jednak nie zarzuciła, w związku z tym niegdysiejsza Miss Świata przypomina podskubanego kurczaka z gołym brzuchem. Wstyd z takim kotem pokazać się na mieście.

Pojechano zatem do weterynarza. Niuteczka jest kotem wzorcowym i wszystkie zabiegi znosi idealnie. Zniosła więc pobieranie krwi, wyskrobin i ogólne gniecenie Niutki. Badanie krwi niczego szczególnego nie wykazało, jednak coś tam związanego z nerkami okazało się być blisko górnej granicy normy, przebadano również Niutkowe płyny. No i wyszło, że biedactwo ma zapalenie pęcherza i początek syndromu urologicznego. Na pierwsze się bierze tabletki, a na drugie - wraca do karmy, którą poprzednio zmieniono.

Pewnie śmiejecie się na myśl o podawaniu Kotu tabletek. Nic bardziej mylnego. Aby podać Niutce tabletkę należy:

1. wziąć Niutkę

2. otworzyć Niutkę

3. wsadzić tabletkę

4. zamknąć Niutkę

5. ewentualnie dać ciasteczko po wszystkim.

Niutka jest kotem, jaki trafia się raz na milion. A kto zna Pratchetta, wie doskonale, że szanse jedna na milion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.

To jeszcze o pobieraniu płynów. Oba koty idealnie robią to do czystej kuwety - ewentualnie miski - ze szczyptą silikonowego żwirku, żeby można było w czymś pogrzebać. Do przemyślnie przygotowanej dla Niutki miski wszedł Behemoś i, zanim Człowiek się obejrzał, zrobił, co należało. Grzech było nie skorzystać, więc behemosiowe płyny również zostały przebadane, z uwagi na przeszłość urologiczną Kierownika. Na szczęście akurat ten Kot jest zdrowy jak koń (chociaż z takim porównaniem w dzisiejszych czasach należy uważać).

A co u Borsuka? Ano, Borsuk kwitnie, jest kotem nieustannie obecnym przy Spadniętym Niebie, a ponieważ Spadnięte Niebo całą sobotę kopało ziemię pod warzywnik, Borsuk miał swój obiekt westchnień na wyciągnięcie ręki. A wiadomo, że Borsuk długo bez człowieczej ręki nie wytrzyma. Kiedy Spadniętego Nieba i Personelu nie ma na Włościach, Borsuk bezczelnie pcha się do sąsiadów i towarzyszy starszemu panu. Obaj nie kryją zadowolenia z takiego układu.

 

16:15, amelia007
Link Komentarze (6) »
sobota, 02 kwietnia 2016

Blog leży i kwiczy, a przecież tyle życia wokół!

Wiosna, ptaszki ćwierkają, kwiaty wyłażą z ziemi, kocury wrzeszczą "Frau!!! Frauuuuu!" i tylko Borsuk nie wie, o co chodzi. Zresztą, Borsuk nigdy nie wiedział, nawet kiedy jeszcze miał czym myśleć.

Borsuk stał się ostatnio kotem absolutnie domowym. Domowość swoją manifestuje nawet wtedy, kiedy jego Ludzi nie ma na Włościach. Pod ich nieobecność wykonywany jest totalny i generalny remont kuchni. Remont prowadzi wyspecjalizowany sąsiad. Ma klucze, wchodzi w miarę potrzeby i radzi sobie dzielnie. Nie wiedział jednak nasz dzielny pracownik, że jego działanie podlega drobiazgowemu audytowi. A o tym dowiedział się jednocześnie z całą wsią.

Otóż, któregoś spokojnego wieczoru do Spadniętego Nieba zaczęły dzwonić telefony. -"Co się dzieje, u Ciebie alarm wyje, wszędzie słychać". Spadnięte Niebo zadzwoniło więc do sąsiada, sąsiad wyparł się wszystkich manipulacji przy czujkach i poszedł alarm wyłączyć. Nie zdążył wyjść na dobre, a tu znowu raban wielki! Pozostało jedyne logiczne wyjaśnienie. Kot. Oczywiście, sąsiad twardo wypierał się i kota. Spadnięte Niebo było jednak nieustępliwe i kontrola sypialni wykazała pod łóżkiem wielkookiego Borsuka. I wszystko stało się jasne. Kot Borsuk, korzystając z otwartych drzwi, wszedł jak do siebie, obszedł miski, a następnie położył się wygodnie, żeby wszystko przetrawić. Kiedy już się wyspał i postanowił rozprostować nogi, wszedł był - nieszczęsny - prosto w wiązkę promienia. Wystraszył się śmiertelnie i ukrył. Na szczęście, po zlokalizowaniu dał się grzecznie wyprosić z domu.

Koty miastowe mają się również dobrze i wiosennie. Ku radości Personelu Kot Behemot przybrał na wadze. Zasługa tu niemała Dobrej Duszyczki, która inwentarz dokarmiała, kiedy Personel i Spadnięte Niebo świętowali wielkanocnie na dalekich ziemiach Mazowsza. Kot Behemot najwyraźniej uznał, że skoro właściwego Personelu nie ma już całą wieczność, należy najeść się na zapas, bo jutra nie będzie.

Niuteczka zaś, z sercem złamanym nieobecnością Ukochanego pierwsze dni pustki przesiedziała w kanapie, ale ostatniego już nie wytrzymała. Wychodzącą Dobrą Duszyczkę przywołało smętne "miauuuu...", tak smętne, że serce samo kroiło się na plasterki. Dobra Duszyczka wytłumaczyła Niuteczce, że Ukochany wróci niebawem. W terrarium Żółwia biegała w kółko domagając się jedzenia i całe Stworzenie niecierpliwie czekało powrotu właściwych karmicieli. Moment ten nastąpił, bałagan szybko uprzątnięto, a tylko Personel pozostaje w głębokim niesmaku: ledwo co ukorzenione drzewko szczęścia (crassula ovata) zostało precyzyjnie wyjęte z doniczki i do dzisiaj przebywa w miejscu nieznanym. Tajemniczości temu zdarzeniu dodaje fakt, że w doniczce znajdowały się też inne sukulenty, które mają się dobrze. Sprawców do dzisiaj nie wykryto. 

Miach. 

 

18:15, amelia007
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 lutego 2016
Ciszę spokojnego wieczoru przerwał zwielokrotniony dźwięk syren. - O, to pewnie pan prezydent jedzie - zauważył Personel. W istocie, w kolumnie wozów, zmierzających na lotnisko jechał pan prezydent, wracający z obchodów urodzin miasta. Spadnięte Niebo i Personel wylegli na balkon, pana prezydenta odprowadzili wzrokiem aż do zakrętu, po czym wrócili do ciepłego mieszkania. Po chwili Personel odwrócił się w kierunku okna. Za szybą, z durną miną, trząsł się Kot Behemot, który niepostrzeżenie wymknął się na balkon, żeby również pozdrowić pana prezydenta. Wpuszczony do domu długo uspokajał nastroszone futro. Wcale nie jest taki kozak, na jakiego wyglada. He, he.
18:26, amelia007
Link Komentarze (1) »
środa, 03 lutego 2016

Z okazji zbliżających się Walentynek Spadnięte Niebo zrobiło prezent ukochanej kobiecie.

...

Niutka dostała nową obróżkę. Z cyrkoniami.

13:15, amelia007
Link Komentarze (5) »

Borsuka już doskonale znacie i lubicie, więc zamieszczamy tutaj aktualne portrety tego wybitnego kociego intelektualisty. Przedstawiają one Borsuka w jego ulubionych okolicznościach przyrody, czyli w objęciach Spadniętego Nieba. Borsuk doznaje tam ekstazy, przez co ekstazy doznaje również Spadnięte Niebo - nic tak nie ekscytuje, jak pazurzasta łapa, znienacka wsunięta pod koszulę na piersi. Kot Borsuk w szczycie ekstazy zaś patrzy Człowiekowi głęboko w oczy, po czym znienacka... liże go w nos. Kochany Borsuczek.

Przedstawiamy również aktualne portrety kurek wyklutych w Wielkim Mieście. To już zupełnie dorosłe osobniki, idealnie czarna kurka i wzorzyste kogutki. Pieje tylko jeden i generalnie przejawia więcej życiowej przebojowości, ale urody żadnemu z nich odmówić nie można. Na wiosnę będziemy wykluwali kolejne jajka. Ileż będzie z tego pierzastej radości!

 PS. Spadnięte Niebo prostuje - obydwa pieją. Na pewno ma rację, bo chłopaki są nie do odróżnienia.

12:29, amelia007
Link Komentarze (2) »
środa, 27 stycznia 2016

Z kronikarskiego obowiązku zacząć musimy od smutnej wiadomości. Nasz uroczy, kolorowy, wielki duchem i niewielki rozmiarem kogutek Protazy zostawił swoją żonę Petronelę i nas, nieutulonych w żalu. Przyszła na niego kurza pora, niestety. Ale podejrzewamy, że opuszczoną Petronelą zajmie się któryś z kogutków - młodziaków, wyklutych w mieście.

Kogutki młodziaki, wyklute w mieście, są prześmieszne. Eleganckie, w czarno – złote kropeczki i z wyraźnymi, groszkowymi grzebykami. Personel liznął kiedyś nieco genetyki, więc jak sobie odświeży, to bardzo chętnie zainteresowanym przybliży fascynujące zagadnienia dziedziczenia kształtu i wyglądu grzebyka u kur. Na razie może zdradzić tylko tyle, że takich grzebyków nie ma nikt w zagrodzie.

Kury nioski standardowe po krótkiej przerwie spowodowanej syberyjskimi mrozami na nowo poczęły się nieść, a rozmiary ich jajek zdumiewają obserwatorów. Zaiste, karmę dobrą dostają. A wszystkie jajka są zalężone (przynajmniej te, które Personel zużył do ciasta), więc Gerwazy nie zasypia gruszek w popiele. Na wiosnę myślimy o dorzuceniu do stada kur rasy kochin. To kawał kury, osiąga ponad 5 kilo i wygląda bardzo godnie. Zasługuje na porządne „kuoooooooo!” od Gerwazego. Ale zobaczymy. Przed nami kilka imprez rolniczo – ogrodniczych, więc coś ciekawego na pewno do kurnika przybędzie.

Na pewno jesteście ciekawi, co słychać u Kotów. Cóż – u kotów
słychać to, co zawsze. Mają się świetnie z tendencją do polepszania tego stanu. Kot Borsuk doznał przemiany osobowości odkąd stał się kotem domowym. Rozstawia po kątach resztę towarzystwa podwórkowego, a na jego widok cofa się nawet
Kocurek – dotychczasowy pogromca wszystkiego. Borsuk zaś objął dom w absolutne posiadanie, wchodzi, jak do siebie, sypia na całym łóżku, a z dworu wraca specjalnie po to, żeby skorzystać z kuwety. Na razie nie ponawiamy prób socjalizacji Behemosia i Niutki, żeby wydelikaconych mieszczuchów niepotrzebnie nie stresować.

A skoro już dochodzimy do mieszczuchów… Wzrost temperatury
spowodował u nich straszliwe kłaczenie się. Dotyka to szczególnie biedną Niutkę, która futro i tak ma ponadnormatywne. W zasadzie… W zasadzie bardziej dotyka jednak ludzi, którzy ze sprzątania kłaków uczynili swoje główne zajęcie. W ogóle mieszkanie z kotami wiąże się przez większość czasu ze sprzątaniem.

Otóż, Spadnięte Niebo bardzo lubi porządek i jest to chwalebne. Po
przyjściu do domu najczęściej to on sprząta kuwety, usuwa, co trzeba, a potem elegancko zagrabia. Następnie opuszcza łazienkę i udaje się do swoich zajęć. Natychmiast w świeżo zagrabionej kuwecie pojawia się Kot Behemot i przystępuje do dzieła. Na pierwszy odgłos grzebania Spadnięte Niebo gromkim głosem woła:

- No, chyba nie lałeś, sieściu – co jest oczywistą oczywistością,
gdyż bez powodu Kot Behemot do kuwety nie chodzi.

- Grabiłem tam dopiero co! – dodaje jeszcze Spadnięte Niebo, na co Kot Behemot intensyfikuje grzebanie. Zazwyczaj zaraz po Behemocie do kuwety biegnie rączo Niutka (co oznacza, że jest biegNiutką) i, usypawszy zgrabną górkę, dekoruje ją po swojemu. Następnie całe towarzystwo opuszcza kuwetę,  zanosząc tonę żwirku na świeżo odkurzony przez Personel dywan.

I tyle Wam powiemy na razie, drodzy Czytelnicy. Gdy tylko coś
nowego się wydarzy, nie omieszkamy Was poinformować.

 

19:20, amelia007
Link Komentarze (3) »
piątek, 01 stycznia 2016

Personel, Spadnięte Niebo oraz, naturalnie, Kierownictwo witają serdecznie czytelników starych i nowych w zupełnie nowym roku. Dla Personelu i okolic poprzedni rok był rokiem wstrętnym i paskudnym, więc od nowego oczekują jedynie poprawy. Jak będzie, się okaże, ale liczymy na pozytywy. Mimo wszystko.

Dobiega końca piękny świąteczny czas. Personelowa załoga spędziła go na włościach, korzystając ze zakumulowanego urlopu. Dwa tygodnie realizowania się w kuchni, chodzenia w gości, przyjmowania gości i jedzenia. Był (no, jeszcze dwa dni) czas pełnego szczęścia dla Kierownictwa. Przede wszystkim oba koty mają tutaj mnóstwo miejsca do biegania. Nie ma nic piękniejszego od kota w galopie. A galop z piętra słychać na parterze. Poza tym od pewnego czasu zainstalowano za oknem koci telewizor - Spadnięte Niebo zadbało bowiem o sikoreczki. Kulki i słoninka wiszą na zdradziecko cienkich gałązkach, a towarzystwo domowe i zagrodowe przygląda się w napięciu... I tylko przygląda.

Był to również czas szczęścia Kota Borsuka, który został oficjalnie Kotem z Piwnicy (jednak nie ryzykowano integracji z Kierownictwem domowym). W piwnicy miał jedzenie, kuwetę, zaciszny kącik przy workach z ziarnem i tyle głasków, ile mógł znieść.

Spadnięte Niebo odkryło również, że koty zagrodowe nie są tak do końca darmozjadami - polują bowiem dzielnie na myszy, których nie brakuje w kurniku, a w szczególności pod korytkiem na ziarno. Nie raz i nie dwa Kocurek lub Kotka Siwa zostają na noc i pilnują. A niedawno do dzielnej straży dołączył Borsuk. Wielki, mruczący Borsuk.

Niuteczka zrobiła się dużo odważniejsza, chodzi po całym domu, jak chce Człowieka, wchodzi na schody i płacze w głos. Wchodzi do łóżka, sypia w nogach - słowem - modelowy kot. A jak się zmęczy, zasypia słodko.

Jednak biedactwu stresów nie brakuje. I to własny Personel je zafundował! Otóż, ukoronowaniem remontu łazienki było umieszczenie na honorowych miejscach dwóch dzieł sztuki. Zaprzyjaźniona artystka (Madziu, pozdrawiamy Cię serdecznie!) wymalowała przepiękne podobizny Niutki i Behemosia.Portrety te są tak realistyczne, że Niuteczka wpada na ich widok w rozedrganie i próbuje tego wstrętnego kota odstraszyć. Warczeniem i syczeniem. Wygląda to komicznie, z drugiej jednak strony świadczy o wspaniałości i realistyczności dzieła.

Za nami noc sylwestrowa, którą Koty spędziły w głębokim ukryciu, chociaż wielkiej kanonady u nas nie było, bo to jednak nie metropolia. Poranek przywitały uprzejmym "miau" i zgodnie spożyły śniadanie. Ach, gdyby tak można było na zawsze zostać w przyjemnym, ciepłym domu, z huczącym piecem, mruczącym Kotem i elegancką kurą... Ale niestety - w poniedziałek nastąpi powrót do rzeczywistości. Ale chyba jakoś damy radę. Wszystkiego dobrego, wierni Czytelnicy!

PS. Nie można tu jeszcze nie wspomnieć o genialnym torcie, jaki Personel dostał na urodziny. Poznajecie? Personel do dnia dzisiejszego nie może wyjść z zachwytu. Oryginał tortowi przyjrzał się bacznie, ale nic nie mówił. On bierze sprawy na zimno i tyle.

19:51, amelia007
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40