RSS
sobota, 10 czerwca 2017

Personel ma siostrę, która żyje sobie w Wielkim Mieście. Z początku nie chciała zbyt długo przebywać na łonie wiejskiej przyrody, ale jak już przybyła... To do dzisiaj żałuje, że już wyjechała. Bo w mieście nudno. Faktycznie. Co innego na wsi.

Dziobów i nóg jest już tyle, że Personel stracił rachunek. Jest jednak Personelem spełnionym, ponieważ w ciągu zaledwie kilku dni spełniły się jego dwa wielkie marzenia.

Pierwszym z nich było posiadanie kurek czubatek, z dekoracyjnymi chryzantemami na głowie. Nic prostszego, pojechano na targi rolnicze i nabyto elegancką parkę. Teoretycznie są to dwie kurki, ale po wpadce z Arnoldem - brahmą Personel i Spadnięte Niebo nie ufają nikomu i czekają, aż podrośnięte pisklaki dorosną. Co do jednego bowiem ISTNIEJĄ PODEJRZENIA. Czubatki zaaklimatyzowały się szybciutko, początkowo przebywały na trawniku, potem wyekspediowano na kurze podwórko - i mają się dobrze.

Drugie marzenie spełniało się nieco dłużej. Dobry miesiąc temu Personel dostał od znajomej kacze jajo. Dla żartu lub na jajecznicę. Co prędzej rzeczone jajo wstawiono do inkubatora. I, jak to czasem bywa, żart okazał się być poważny i mała kaczuszka żwawo biega już po terrarium. Pojawienie się kaczuszki było szczęśliwym zrządzeniem losu dla Maurycego Wajendoty, co kieruje nas do kolejnej skrzydlatej historii.

Maurycy Wajednota jest synem (płeć zgadywana) Gerwazego i Izoldy. Personelowi i Spadniętemu Niebu bardzo zależy na kontynuacji obecności tej rasy na podwórku, ale większość jajek jest niezapłodniona, albo kurczaki są za słabe i nie dożywają wylęgu. Wielka zatem była radość, kiedy jedno wajendocie jajeczko zaczęło znienacka podskakiwać, a następnego ranka po klujniku żwawo biegał czarny kurczaczek. Niestety, jego rodzeństwo nie pojawiło się na świecie, więc biedny Maurycy darł rozpaczliwie dzioba, aż dostał w końcu do towarzystwa dwie maskotki. Na szczęście pojawienie się kaczki zakończyło jego dojmującą samotność, są nierozłączni, skubią sobie nawzajem puszek i śpią słodko przytuleni.

A w kurralu (czyli kurzym corralu) radość sprawia piętnastka młodzieży, kurczaków wyklutych w samiuteńką Wielkanoc. Są tak przyzwyczajone do Człowieka, że lecą do niego natychmiast i dają się głaskać jak koty. Dwa są tak pieszczotliwe, że wskakują na kolana, a Spadnięte Niebo nosi je na ramieniu, jak papugę. Żyć nie umierać, proszę Państwa.

Personel patrzy na to wszystko z radością i, póki Pisklak jeszcze nie ufa sile własnych nóg, zaciekle produkuje kocie poduszki, kocyki i inne szydełkowe cuda. Jakoś trzeba sobie te wolne chwile zajmować, nieprawdaż?

 

19:02, amelia007
Link Komentarze (2) »
środa, 05 kwietnia 2017

To banalnie proste. Borsuk do szczęścia potrzebuje wyłącznie Człowieka, a najważniejszym Człowiekiem dla Borsuka jest oczywiście Spadnięte Niebo. Spadnięte Niebo może z Borsukiem zrobić absolutnie wszystko, łącznie z przenicowaniem go na drugą stronę, co spotyka się wyłącznie z borsuczą ekstazą i rozczapierzaniem wielkich łap. Ale, jak się okazuje, można Borsuka uszczęśliwić jeszcze bardziej.

Spadnięte Niebo w ramach prac ogrodniczych wykopało rów odwadniający wokół trawnika. No i okazało się, że jest to prezent dla Borsuka, który wykorzystuje tenże rów w charakterze transzei. Wypełnia ją Borsukiem i znienacka poluje na Bursztynkę, jeżeli oczywiście ta pokona lęki i przyjdzie na nasze podwórko. A przychodzi, bo u nas króluje karma, którą koty dzikie przyjmują z ekstazą.

Borsuk ma doskonały słuch. Otwarcie okna usłyszy z daleka, przekonany, że zaraz na parapet wyłożone zostanie jedzenie. Widok pędzącego Borsuka, przeskakującego płoty i bramy jest zaiste jedyny w swoim rodzaju.

Noce Borsuk spędza w piwnicy, pracując jako ochroniarz dla zboża przeznaczonego dla kur. Odkąd bowiem Borsuk pełni straż, myszy zrezygnowały z wizyt. Rankiem, kiedy Spadnięte Niebo wstaje i zaczyna krzątać się wokół kotów różnych, Borsuk waruje pod piwnicznymi drzwiami i komunikuje swoje potrzeby. Zdarza się, że będąc na piętrze, Spadnięte Niebo zapyta półgłosem Behemosia: "Co byś chciał, sierściu?". Behemoś wymownie milczy, natomiast drzwi od piwnicy głośno mówią "Miauuu!!!!". Borsuk wypuszczony na swobodę natychmiast leci skorzystać z leja po bombie, wygrzebanego przez kury, następnie odbywa sesję manicure-fitness na wierzbie, po czym, nie odstępując Spadniętego Nieba na krok, uczestniczy we wszystkich jego czynnościach.

Borsuk pomaga również w pracach ogrodniczych. Kiedy Spadnięte Niebo sieje marchew bądź koperek, Borsuk jest nieustannie obecny, a jego eleganckie łapki, przyodziane w białe skarpetki, gotowe są do natychmiastowej pomocy. Przy okazji może pogonić wszędobylskiego kota sąsiadów, niech wie, kto tu rządzi!

I tak to jest z Borsukiem. Miau.

10:19, amelia007
Link Komentarze (3) »
środa, 29 marca 2017

Bursztynka jest już na swobodzie. Przed wypuszczeniem zdążyła:

- uciec z klatki po raz pierwszy i schować się w baaardzo ciasnej dziurze. Przy wyciąganiu ugryzła Spadnięte Niebo.

- uciec z klatki po raz drugi i schować się w baaaardzo ciasnej dziurze. Na szczęście tej samej, co poprzedniego dnia. Przy wyciąganiu przegryzła się przez skórzaną rękawicę i Spadnięte Niebo znowu zostało poszkodowane.

- na ostatniej wizycie u weterynarza ugryzła i podrapała Spadnięte Niebo tak, że weterynarz ograniczył się już tylko do opatrzenia ofiary, a kota sobie odpuścił.

Bursztynkę wypuszczono, wróciła na swoje stałe miejsce bytowania, tylko z początku omijała szerokim łukiem Spadnięte Niebo.

Prawdę mówią, że wszystkie dobre uczynki obracają się przeciwko czyniącemu.

Hiii.

09:59, amelia007
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 marca 2017

Po tygodniach podchodów i obłaskawiania Spadnięte Niebo i Personel upolowali wreszcie kotkę Bursztynkę, najdzikszą z dzikich. Spadnięte Niebo dorobiło się paru mało eleganckich blizn, ale cel najważnieszy został osiągnięty - sterylizacja. Kotka przed zabiegiem spędziła noc w transporterze, ale niezbyt spokorniała ("hiiiii"). Następnego dnia rano zawieziono ją na operację, po czym okazało się, że już niedługo po niej chciała wstawać i demolować gabinet. W małym, niespełna dwu i pół kilogramowym ciałku tkwił bowiem taki duch, że nawet nasz weterynarz - chłop jak dąb - musiał przyspieszyć odbiór kota. Ponieważ panienka musi jeszcze pokazać się na kontroli, dwa kolejne dni spędzi w klatce, sprokurowanej przemyślnie z dwóch kartonów po bananach. Zaopatrzona w jedzenie, picie i miękki ręczniczek siedzi i myśli o swoich sprawach, do człowieka mówiąc "miau! miau". Ale Personel nie ma złudzeń. To nie jest i na razie nie będzie śliczny kotek do głaskania. Ale najważniejsze, że nie będzie zagrożenia ze strony małych, ślicznych kociątek, z którymi nie ma co zrobić. To cieszy.

09:55, amelia007
Link Komentarze (5) »
piątek, 17 marca 2017

Wiosna nadchodzi wielkimi krokami, zatem Spadnięte Niebo postanowiło zaryzykować i wypuścić Gerwazego i Izoldę z kuratorium. Niestety! Dla biednego kura mogło się to skończyć tragicznie. Kiedy tylko młode, wielkie koguty zobaczyły naszego bohatera, spuściły mu taki łomot, że biedny Gerwazy nie widział na oczy. Spadnięte Niebo dobiegło w porę i uratowało mu życie, ale jeszcze chwila i naprawdę nie byłoby co zbierać. Młode koguty również dostały łomot i obietnicę rychłego znalezienia się w garnku, a Gerwazy wrócił do kuratorium. Resztę życia spędzi po człowieczej stronie płotu. Godnie rządził podwórkiem i zasłużył na spokojną emeryturę. A Izolda? Izolda, niewzruszona, postanowiła wysiadywać jajka. Wszystko jedno jakie. Kobiety...

11:59, amelia007
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 marca 2017

Niutka, od momentu przebudowy osobowości, jest koteczką bardzo obecną w przestrzeni. Mieszka w salonie, z upodobaniem przesiaduje na parapecie i integruje się z kotką Bursztynką - śliczną, półdziką trikolorką, którą ludzie chcą podstępnie złapać i wysterylizować. Wszystko wskazuje na to, że złapie się ją metodą "na Niutkę".

A co to ma do tytułu wpisu? Ano tyle, że Spadnięte Niebo zainstalowało w domu kino domowe na bazie rzutnika i spuszczanego ekranu. Razem z Personelem urządzili sobie wieczorny seans. No i po pewnym czasie okazało się, że nie są w sali kinowej sami. Pod krzesłem zasiadła Niuteczka, wielkimi oczami wpatrująca się w ekran. Kiedy już uznała, że nowa rozrywka jest bezpieczna, podłożyła sobie elegancko łapki i oglądała dzielnie film, dopóki nie usnęła. Prawda, że milutko?

A Bursztynka, gdyby ktoś był ciekawy, wygląda tak:



 

10:59, amelia007
Link Komentarze (5) »

Jest sobie Gerwazy, piękny kogut rasy wajendot. Znacie go doskonale, chociażby z historii o wiśniowej ekstazie ("kuooooo!"). Gerwazy ma już pięć lat, więc jest kurem - emerytem. W połowie zimy trafił do kuratorium, czyli kurzego sanatorium, wraz z żoną Izoldą. Izold było w sumie pięć, ale cztery przeniosły się już na łono kurzego Abrahama. Została jedna - wierna Penelopa. Wspomniano jakiś czas temu, że umieszczona w kuratorium kurza para poczuła wiosnę w kościach i rozpoczęła intensywną produkcję jaj. Ponieważ wajendoty to niezwykle dekoracyjna i sympatyczna rasa, Personel i Spadnięte Niebo wstawili szybko jajka do inkubatora, z nadzieją na przychówek. Z dziesięciu jajek cztery okazały się zalężone, jeden pisklaczek próbował się wykluć, ale niestety nie dał rady, a pozostałe zamarły w jajkach. Kolejna porcja jajek okazała się zupełnie niezalężona, więc, niestety, jeżeli chcemy mieć wajendotki, musimy sobie je kupić. A biedny Gerwazy, chociaż stara się, jak może - już nie może. Personel, jako naukowiec, bądź co bądź, zajrzał do pisemka o wdzięcznej nazwie "Journal of Poultry Science" i znalazł tam potwierdzenie, że niestety, młoda dusza to nie wszystko.

A w inkubatorze tymczasem siedzą zwykłe jajka. Rosół też czasami trzeba zjeść.

 

10:48, amelia007
Link Komentarze (3) »
czwartek, 09 marca 2017

Nie, proszę się nie niepokoić. Rodzicielstwo Pisklaka - Dziedzica Kurnika jest absolutnie pewne. Chodzi o kury.

Jest sobie kogucik elegancki, przystojny i ruchliwy. Zowie się Skarpetkiem,  a to ze względu na śliczne pierzaste getry.

Jak być może pamiętacie, Personel i Spadnięte Niebo oddają się amatorskiej hodowli drobiu. Mają inkubator, izbę noworodkową w starym akwarium i rozmnażają, ile wlezie. Tym razem wykluło się 8 kuraczków, 3 takie zupełnie zwykłe, ze zwykłych jajek spożywczych, a reszta - z jajek o mniejszych rozmiarach, zwanych ogólnie jajkami z niespodzianką. Z niespodzianką, ponieważ kurki miniaturki już same w sobie są mieszanką.

No i tak jak w świecie ludzkim z udowodnieniem ojcostwa może czasem być problem, to w przypadku domowej hodowli drobiu sprawa rozwiązała się sama - trzy ptaszki mają śliczne, pierzaste getry. Dwa pozostałe mogą być dziećmi dwóch wrzaskunów - kogucików miniaturek, których głównym zajęciem jest darcie dzioba. Tak więc, proszę Państwa, krowa, która dużo ryczy, jak wiadomo, mleka dużo nie da. Matek do dzisiaj nie udało się ustalić, ale to chyba nie ma większego znaczenia.

A Skarpetek? Skarpetek, spełniwszy obowiązek wobec kurnika postanowił realizować własne pasje i szybciutko zmienił orientację. Przygruchał sobie małego kogucika, w nocy śpią przytuleni na jednej grzędzie, a w dzień oddają się rozpuście. Zaprawdę, świat zwierząt wielce ciekawym jest!

 

15:26, amelia007
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 06 lutego 2017

Zima trzyma. Piec grzeje, wszystko, co żyje, garnie się do ciepełka. Najbardziej ciepłolubny jest, naturalnie, Dziedzic Kurnika, więc zawsze pilnuje się, żeby miał ciepłe łapy. A reszta sobie jakoś radzi.

Koty nadal nie zdradzają instynktu opiekuńczego wobec Dziedzica. Owszem, Behemoś podejdzie, powącha, ale gdy dzieciak wyda jakikolwiek dźwięk, kota nie ma. Nieco więcej zainteresowania zdradza Niutka, bo czasem nawet siądzie przed maluchem i popatrzy, ale żeby się tulić? Żeby mruczeć? To nie. Owszem, czasem wejdzie do łóżeczka, ale musi ono być puste. Behemoś nawet tego już nie robi. Cóż, trudno. Nie można mieć wszystkiego. Pomimo braku kociej opieki Dziedzic rośnie, rozsyła uśmiechy i w ogóle, proszę Państwa, jest najlepszy. Bo jest :-).

Mimo udawanej obojętności, Behemoś w jakiś sposób przeżywa pojawienie się nowego członka rodziny. Na parapecie w sypialni Personel i Spadnięte Niebo ułożyli gromadę pluszaków. Personel wybrał się kiedyś na spacer z Potomkiem, a po powrocie zastał maskotkowego kota zniesionego na dół. Sytuacja powtórzyła się kilka razy, w końcu kot został na dole. Personel nie wierzył, jak to się odbywa, do momentu, kiedy zobaczył Kota Behemota z pluszowym pieskiem w zębach. Widocznie uznał, że trzeba go wyprowadzić na spacer. Zaznaczam uprzejmie, że Kot Behemot ogranicza się wyłącznie do znoszenia pluszaków. Po dostarczeniu zabawki na dół idzie się pożywić. 

Jedni się rodzą, inni odchodzą, a przynajmniej się starzeją. Zacny kogut Gerwazy dobija już do piątego roku życia i zaczął przegrywać z młodym kogutem. Doszło do tego, że wredny młokos wywalił nieszczęsnego Gerwazego na mróz, gdzie tenże stał smutny i pokonany. Spadnięte Niebo czym prędzej zapakowało Gerwazego do kuratorium (czyli do kurzego sanatorium), do towarzystwa dało mu żonę Izoldę i kurę Brahmę, która z niewiadomych przyczyn zaczęła kuleć. Jak wiadomo, życie sanatoryjne obfituje w rozrywki, Izolda zaczęła znosić jaja, Gerwazy śpiewa, a i kurze się polepszyło.

Doszło jeszcze do jednego istotnego wydarzenia. Swego czasu Personel zrealizował swe marzenie i zakupił dwie kurki brahmy - największą kurzą rasę na świecie. Kurki rosły, jak pamiętacie, jedna miała przygody z dysplazją, rosły, rosły... Aż okazało się, że jedna z nich jest kogutem. I to kogutem rozmiaru indyka, mówiącym KUR KUR KUR aksamitnym basem i dobierającym się do innych kur. Może to właśnie jego zapędy spowodowały okulawienie biednej kury. Na razie odchwyca się w kuratorium, z wiosną może uzyskamy jajka?...

A co do jajek, to pewien ładunek został umieszczony w inkubatorze i w tym tygodniu oczekujemy narodzin. Jakby mało było pilnowania dzieci po nocach!

 

11:58, amelia007
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 grudnia 2016

Nawet najdłuższe wysiadywanie kiedyś musi dobiec końca i przychodzi czas wykluwania. No i tuż przed Bożym Narodzeniem wykluł się Dziedzic Kurnika i Przyszły Pogromca Kotów, niewielki rozmiarem, za to z osobowością godną największych. I tak świat stanął na głowie, ale Personel i Spadnięte Niebo dzielnie dają odpór rzeczywistości i nie ulegając pieluchowemu zapaleniu mózgu, zajmują się tym, co najważniejsze.

Najważniejsze zaś jest ciężko obrażone, a przynajmniej było do niedawna. Owszem, najważniejsze spało w łóżeczku (bo po co stawia się dodatkowe legowiska, jak nie dla Kierownictwa?), wylegiwało na stosach świeżo upranych wykwintnych garniturów w parowoziki oraz kochało Personel. Wszystko zmieniło się, kiedy Dziedzic Kurnika przybył na ojcowiznę. Przez pierwsze dni Behemoś i Niuta obserwowali rzeczywistość olbrzymimi oczami i nie chcieli rozmawiać ze swoimi ludźmi. Opuścili całkowicie piętro, na którym znajduje się apartament Dziedzica i zamieszkali w salonie. Behemoś nawet potraktował Personel zębami - ot, delikatnie, ostrzegawczo, żeby Personel nie myślał, że takimi śmierdzącymi łapami może bezkarnie głaskać Kota. Koty dwa zawiązały nawet swego rodzaju sojusz - na co dzień fuczące i prychające na siebie, przez jeden dzień wymieniały porozumiewawcze spojrzenie talerzykowatych oczu i nieprzychylnie, z bezpiecznej odległości obserwowały podejrzany tłumoczek. Dopiero czwartego dnia Behemoś raczył wybaczyć swojemu Personelowi i zajął wygodne miejsce na jego piersi. Nie dość na tym - ośmielił się nawet ugnieść tłumoczek, ale kiedy tenże wydał dźwięk - w pokoju nie było nigdy żadnego Kota.

Niuteczką zaś zajęło się Spadnięte Niebo i chyba ukoiło jej lęki. Jak na razie jednak pluszowa królowa nie zdradza chęci bliższego zapoznania się z Dziedzicem. Cóż - ktoś ze znajomych stwierdził, że koty do dzieci to albo bardzo chętnie, albo wcale. Czas pokaże, jak to będzie w naszym Królestwie.

A tymczasem Czytelników pozdrawiamy ziewaniem. I życzymy wszystkiego dobrego, bo końcu ciągle są Święta!

 

19:07, amelia007
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41